W dniu 12.12.99 r. około godz. 0200 V SIZ przeszedł do historii. Z kronikarskiego obowiązku podaje listę obecności:
Weterani:
Osoby pierwszy raz obecne ale mam nadzieję nie ostatni:
Jak widać z załączonej listy ilość osób na kolejnych SIZ-ch ma tendencję wzrostową. Hymmmm jeszcze trochę a będziemy zmuszeni wynająć całą sale na naszą imprezę. Poprzednie SIZ-y w "Wielkim Błękicie" odbywały się z "marszu" obecnie "WB" stał się dość popularny i o godz. 2000 już praktycznie nie ma miejsc.
Na szczęście tydzień temu Zbyszek zarezerwował dwa duże stoliki, ja w tygodniu potwierdziłem i dzięki temu mięliśmy gdzie siedzieć. Jako że frekwencja dopisała siedzieliśmy z lekka ściśnięci, dopiero trochę później zrobiło się trochę miejsca.

Michu mimo wyraźnego zakazu przyjechał rowerem, tłumaczył się gęsto ze ma od miejsca zamieszkania za daleko żeby iść na piechotę, a za blisko aby jechać samochodem. Na szczęście udostępnił go tylko Tomkowi, nie nie Chodnikowi tylko Łangowskiemu*).
Zaszczycili nas też swoją obecnością Barbara i Stanisław ale tak jakoś szybko się "zmyli". Usłyszałem tylko że Barbara ma odwieść Stasia do domu, odezwał się na grupie, znaczy się przeżył:-))))**).
Na SIZ-e pojawiła się silna grupa z klubu "Kotwica" nie wiem czy przypadkiem nie silniejsza niż nasza z GKM (nooo ale ja się liczę za dwóch:-)))). Ale większość koleżeństwa nie skojarzyła dzięki temu nie poruszono śliskiego tematu. No i bardzo dobrze.
Szczególne podziękowania należą się Leszkowi Wojtalikowi za to że wracając z Berlina do Warszawy po drodze mu było "zahaczyć" o Szczecin i Gdańsk. Dzięki temu przywiózł nam Dominikę. A co, może mieć południowa Polska swoją maskotkę Nashy, możemy my mieć naszą Dominikę. Chociaż rośnie Jej konkurencja:-)))) pojawiła się bardzo sympatyczna Kasia.
Zwierzak przeszedł sam siebie, swoją gitarę stroił tylko 30 min. dzięki czemu stosunek grania do strojenia zbliżył się do 1 : 1. Oczywiście nie zdzierżył i na koniec imprezy gdy poszliśmy uroczyście zwodować okręt flagowy SIZ-u (statek z papieru) przelazł przez barierę i poszedł na głowice mola. W tym roku, w odróżnieniu od poprzedniego nie było lodu i śniegu dlatego nikogo to nie wzruszyło.
Dzisiaj tzn. 14.12.99 r. odebrałem pierwszą partię zdjęć, hymmm imponująco wygląda piramida z pustych kufli. Padła (ambitna) propozycja ustawienia jej aż do sufitu:-))))). A tak a'propo piwa, jak zwykle lało się strumieniami dosłownie i w przenośni mimo że w tym roku stoły były jakoś bardziej stabilne niż rok temu. Specjalnie załatwiłem stabilne stoły licząc na przyjazd "Maliny".
*)Tomek Łangowski zaklina się że Tomek Chodnik też jeździł, może dobrze że tego nie widziałem
**)Hym jak nie "bliskie spotkania III stopnia Tomka Chodnika z chodnikiem" to połamany wieszak "U Boryny" albo rozbity kierunkowskaz.
mail.gif